CZYLI DWIE STRONY DLA TEJ SAMEJ RZECZYWISTOŚCI
“Wróżka” to kobieta, bądź mężczyzna (wróż) która widzi przyszłość i przeszłość, zna wewnętrzne sekrety ludzi, ich tabu, cele, intencje i motywacje.
Jakimi narzędziami najczęściej posługują się wróżbici ?
Przeróżnymi. Od kart poczynając, a na szklanych kulach kończąc. Obecnie najpopularniejsze są, Runy, Tarot i karty zwykłe do gry, albo obrazkowe. Przyszłość przepowiada się z lustra, szklanej kuli, fusów, wahadła, rożnych przejawów natury; lotów ptaków, zachowania zwierząt, wiatru, a nawet listków na drzewie. Oraz pozornie nie powiązanych ze sobą znaków, zwanych synchronicznościami. Bywa że wróżbita jest jednocześnie astrologiem, z wykształcenia psychologiem, filozofem, albo fizykiem. Natomiast jasnowidzący nie potrzebują narzędzi żeby czytać w myślach “pacjenta”. Szperają w jego sekretach i widzą przyszłość poza udzieloną im informacją i istniejącym czasem.
Zazwyczaj wróżka postrzegana jest w środowisku jako osoba wyalienowana, dziwna jakaś, inna, nawiedzona, albo naciągaczka. Ona może czuć przynależność do jakiejś zinstytucjonalizowanej religii, wspólnoty religijnej, ta jednak nie czuję związku z nią, a wręcz przeciwnie „brzydzi” się jej praktykami , ośmiesza zdolności, uważając ją za odszczepieńca, sługę szatana, albo oszustkę.
Grona wróżbitów również dzielą się na różne grupy i podgrupy, są one zazwyczaj zamkniętymi wspólnotami, które powstają na okoliczność trzymających ich w kupie wspólnych biznesów, rodzaju praktykowanej magii, bądź wyznawanej filozofii.
Oprócz tak zwanych paranormalnych zdolności, wróżki zazwyczaj odznaczają się ponad przeciętną inteligencją, łączą w sobie umiejętność czytania szóstym zmysłem, dar dedukcji Sherlocka Holmesa i intuicję, czasem stosują magię, czy astrologię, co daje im niesamowitą wręcz orientację na “nieznanym” terenie, w sytuacji zarówno prywatnej jak i biznesowej, oraz niemalże natychmiastową możliwość wczucia się w “klimaty” intencje innych ludzi, zwierząt i w prawdopodobny przebieg spraw.
Złe notowania wróżbitów, jasnowidzów, jasnosłyszów i astrologów ?
Skąd się biorą ?
Powodów jest wiele, ja przytoczę tylko kilka, najbardziej klasycznych.
1. Czego zobaczyć się nie da, istnieć nie może poza wyobraźnią i czystą fantazją.
2. Wróżki dzielą się na “białe” i “czarne” wiedźmy, te pierwsze mają jakiś dobry niezbadany dar, a drugie wyłudzają pieniądze od naiwnych ludzi w potrzebie.
3. Wróżki istnieją wyłącznie bajkach, zazwyczaj dzierżą w dłoni różdżkę z pomocą której spełniają życzenia, a współczesna “wróżka” nie ma różdżki, tylko karty i braki w portfelu.
Co symbolizuje różdżka wróżki ?
Odpowiedź: Jest rozpalonym duchem (As buława w tarocie), ENERGIĄ, którą ona widać umie rozporządzać wbrew prawom fizyki, a inni nie potrafią, z tego samego powodu najczęściej karą dla wróżki, było palenie jej talentów w ogniu wraz z ciałem.
4. Z czegoś żyć trzeba, a jak nie ma się porządnego fachu w rękach, ani w głowie i wiek przedemerytalny, zawsze można zostać para – psychologiem, biednych bogaczy. Zamiast narkotyków i wódeczki, dobrą radą posłuży wróżka.
5. Jest wróżka niewątpliwą konkurencją dla księdza z konfesjonału, który utrzymuje się z tego samego źródła co Ona, tylko ksiądz to czyni LEGALNIE przy aprobacie społeczeństwa, z tacy i datków z “co łaska” TWARDEGO CENNIKA za pogrzeby, śluby, chrzciny, za duszę zmarłego itp.
6. Publiczne ośmieszanie wróżki, a nie arcybiskupa, którego moc sprawcza i relikwie są równie paranormalne, a wręcz śmiesznie średniowieczne, jak szklana kula i talizmany z kociego pazura sporządzane przy świetle księżyca.
Więc ….
Jakakolwiek próba przekonywania do swoich „boskich” praktyk, wróżka i wróżbita przepłaci, odrzuceniem, ośmieszeniem, albo otrzymaniem biblijnej reprymendy, iż jej ( jego) działania są szatańskie i skazują ( dziś już nie na stos), ale na piekło i wieczne potępienie.

Wróżka-Kapłanka i jej różdżka, znana w tarocie pod nazwą, Asa buław. Rożne cykle Księżyca symbolizują również stany psychiczne "pacjenta" które podczas spotkania projektuje on na wróżkę, a ona na niego swoje widzenia. W jej umyśle niczym na kliszy filmowej odbijają się pacjenta niespełnione pragnienia, tłumione lęki, a z których ona czyta i korzysta, "uzgadniając" z jego podświadomością potencjalne warianty możliwego przeznaczenia. Uplastycznia i porównuje różne scenariusze.Wszystko zależy od WOLI pacjenta, albo słabej podatnej i chłonącej - niezdarnej, albo wręcz odwrotnie silnej z oporem i sprzeciwem, to również korzystna zmiana scenariusza. Jest w takim spotkaniu, coś w rodzaju dzielenia się wspólnym śnieniem na temat przyszłości którejś ze stron takiego seansu. Przypomina zjawisko deja-vu (zobacz film). Księżyc symbolizuje także i różne fazy "widzeń" których wróżbita doświadcza podczas spotkania. Odbite w Księżycu światło prawdy odczytuje w którejś z "wersji" dla możliwego losu pacjenta, jego przeznaczenia, z której on może skorzystać, ale nie musi. Dlatego zdarza się, że niezdecydowany pacjent zasięga porad u kilku różnych wróżbitów za nim podejmie decyzję. Tak jak w rzeczywistości możemy skorzystać z telewizyjnej reklamy i produktu który ona zachwala, albo wiadomości TV, bądź nie. Używając energii chcenia ( As buław, różdżka) możemy wróżbę powołać do życia, tak jak pójść i kupić jedną z możliwych "zupek w proszku" ugotować wodę w czajniku, zalać ją i zjeść.( karty pochodzą z talii Legacy, Ciro Marchetti)
Nie tylko kościół straszy biedną wróżkę piekłem, ale i jej, co bardziej rozwinięci duchowo koledzy po „fachu”, którzy ostrzegają, przed nieuchronną konfrontacją z siłami ciemności, przebranymi w szaty aniołów, bogów, Egregorów i bytów wszelakich i z Jezusem na czele. Zaś najgorszym wrogiem jest źle używany pieniądz, i pójście, w tzw. Komercję. Niech, więc strzeże się wróżka, bo czyha na nią wróg, ciemny i splątujący zmysły, czyli codzienność heretyka.
Kiedy kobieta staje się sługą ciemności?
Każdy w życiu, choć raz poszedł po radę do swojej intuicji, co druga panna szuka odpowiedzi w listkach akcji „ kocha, lubi, szanuje ….. „ W wieczór andrzejkowy wróżymy, nawet za przyzwoleniem kościoła.
Więc kiedy następuje to zgubne podłączenie się, do grzesznego wymiaru? W którym momencie przestępca staje się przestępcą ? Przecież nie wtedy, gdy podstawia nogi koleżankom z klasy i nie wtedy, kiedy kradnie jabłka ze straganu, i nie wtedy, kiedy wyjmuje z cudzej torebki telefon komórkowy, bo nie ma na imprezę i nie wtedy, gdy pobiera dla siebie za darmo komercyjne programy z Internetu. Zostaje się przestępcą kiedy to, co ukradzione, sprzedaje z zyskiem, kiedy za podstawienie „Jadzi” nogi w szkole kumple kupili piwo, kiedy kradnie się nałogowo.
Według społecznej oceny, dopóki na czymś nie zarabiamy nie jest to szkodliwym procederem.
Ale jak to się ma, do interpretacji grzechu w pojęciu , powiedzmy chrześcijańskim ? Napisano ( potem powtórzono) „ Synu człowieczy grzeszysz myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”, chyba każdy pojmuje sens tych słów..
Ciekawe, co myśli panna zrywająca listki z akacji, czy aby tylko się „bawi”, a jej myśli szybują ku Bogu. Czy jednak w duszy wzywa „kogoś” i prosi „ błagam cię niech się z tych liści prawdziwie odpowie …, bo na wróżkę mnie nie stać?„
Kim jest wróżka? Czy czasem nie smutnym wyrzutem sumienia, grzechem tych, co sami grzeszyć się boją?.
Spotkanie… Przy kartach
Przychodzi kobieta do wróżki , a ta ją pyta?
- Co panią do mnie sprowadza?
„ Właściwie to nic, koleżanka mnie namówiła „
- Ach tak, czyli zwykła ciekawość, panią sprowadza – pyta wróżka
„Wie pani, ja chciałam sprawdzić, czy tarot działa, bo ja tam we wróżby nie wierzę „
- Hmmm jest pani ciekawa, odpowiada wróżka.
Kontynuując pyta klientkę
- To, czemu sama, pani tego nie sprawdzi
”No wie pani, ja słyszałam, że, w tarocie diabeł, siedzi ja nigdy bym go do rąk nie wzięła „
- Rozumiem odpowiada wróżka i nic już więcej o nic nie pyta!
Spotkanie w/w panią trwa niezwykle długo, wróżka jest już wyczerpana, a pytaniom nie ma końca. Po półtorej godziny wróżka składa karty i pyta?
- Czy to już wszystko, bo czuję się zmęczona ?
Coś pani powiem ( zwraca się wróżka do klientki) zastanawia mnie taka sprawa , niby jestem w konszachtach z mocami piekielnymi , a ten drań diabeł ani myśli obdarować mnie jakaś nadzwyczajną mocą, w spełnianiu ludzkich życzeń, nie mówiąc o moich własnych, bądź co bądź zaprzedałam jemu ludzką duszę, to choć powinnam się nie starzeć .
Klientka śmieje się , dziękuje za poświęcony czas i cenne życiowe podpowiedzi, bo to jej chodziło, przeprasza, że tak się zasiedziała, z radością płaci za wróżbę i oznajmia;
„ A teraz powiem pani że, właśnie idę do kościoła , muszę się księdzu wyspowiadać z tego co zrobiłam „
Niby to żart , kobieta śmieje się i puszcza do mnie oko
Wróżka uśmiecha się i odpowiada;
– Super, ma pani sposób na diabły.
Klientka już przy drzwiach „ ach bym zapomniała, to, kiedy teraz mogę przyjść żeby nie było, za szybko na wróżbę?”
- A może zapyta pani księdza.. żartuje „ wróżka. Klientka robi dziwne oczy „no, co pani”
Wróżka ściska jej rękę;
– Przecież żartuję, niech się pani za mnie pomodli!
„ Oj na pewno to zrobię, bo wie pani ja to zawsze się zastanawiam jak to jest, że pani się tak nie boi tego tarota.?
Wróżka zamyka drzwi, idzie coś wypić i zjeść, po czym mówi do swojego psa „chodź na spacer, doładujemy akumulatorki „
Koniec Spotkania przy kartach .
Pani, o której mowa jest wolna i bez grzechu. Zupełnie jak w dowcipie o zakonnicy, co to szła przez ciemny las, napadł ją zbój, zgwałcił, a kiedy w klasztorze już po całym zajściu siostra przełożona zapytała, czemu zamiast się martwić, jest taka szczęśliwa i rozpromieniona, odpowiedziała,
„ Bo widzi siostra to takie niegodziwe wydarzenie, „ ale było bez grzechu i do syta „
Myślę, że ksiądz daje jej regularne rozgrzeszenie, co miesiąc po wyjściu ode mnie, a że w naturze ludzkiej jest błądzenie i słabość, tak, więc kapłan –pasterz, jak dobry Jezus. rozgrzesza ją bez końca, upominając.
Czy Pan Bóg karze za współudział? Prawo ludzkie, bynajmniej tak robi.
Na nic się zda paniom wróżkom i wróżbitom ratowanie swojego autorytetu, czytaniem Biblii i innych ksiąg świętych, na nic spacerowanie, co niedzielę do kościoła i podpieranie się autorytetem arcykapłana z Watykanu. Na zawsze zostaną „cyganami”, tak jak ich karty o rodowodzie cygańskim. Romowie to piękny naród, piękna muzyka, taniec, strój i tradycja, ale bez ojczyzny. Rozmawiając z Romami wiem, że kochają swoją wolność. Wróżka jest jak cyganka i tak pozostanie. New Age, to taki „kościół bez pasterza. Człowiek potrzebuje „stada” rodziny, punktu odniesienia, stąd moda na Nową Erę i gromadzenie się w różnych świeckich zborach.
Ciekawe, czemu, dzieciom „Wodnika” to nie wystarcza? Ostatnio obserwuję swoistego rodzaju fenomen, „wróżbici z kartami tarota wchodzą do kościoła, z kabałą pod same ołtarze, z wahadełkiem do konfesjonału „ Czy im się uda…? Czemu to robią? Może mają poczucie winy i grzechu, przy niemożności wyjścia z “diabelskiego” uścisku , a być może chodzi o inny rodzaj zwrócenia na siebie uwagi i swoją profesję ? Nuda wszak nie jedno już zabiła. A może…, historia zna takie legendy i opowieści, w której kapłanki i wróżbici wrócą kiedyś do świątyń..?
Zasłużmy że tak by się stało , to czy wszyscy na tym nie stracą ? Wolność to ptak , którego trudno przyrównać do czegoś innego , złapany w sidła wygodnej klatki , szybko straci umiejętność latania . Narodzą się nowe dogmaty . Wszystko pozostanie takie samo, nawet tytuły , cuda i świętości , jedynie “ptak” na nowo będzie kombinował jak wyjść z klatki .
(notka z archiwum 2006, trochę poprawiona, dopisana, od tamtego czasu upłynęło już, aż pięć lat)

















Taslimus
The Black Ibis Tarot

Trafiony tekst jednak nie zgodzę się że wróżka to osoba wyalienowana. Każdy ma swoje towarzystwo. Chyba że się szuka towarzystwa na siłę ?
Każdy od czasu do czasu przebywa w towarzystwie innym niżby chciał. Wszyscy tam mają dotyczy lekarzy prawników i śmieciarzy.
A swoją drogą to miała być krytyka czy pochwała dla zawodu wróżki ?
Nie wiem, tekst neutralny, trochę z archiwum, ani miał zachwalać, ani negować.
Wróżka, nie jest chyba …przynajmniej tak po woli dostrzegana, jako wyalienowana osoba…, ale była owszem, jakieś jeszcze parę lat temu. Myślę, że spopularyzowanie i skomercjalizowanie tego zawodu przez telewizję, w której porady mało mają wspólnego z wróżbiarstwem, a zdecydowanie więcej czystą komercją, ryzykiem i rozrywką przyczyniło się do tego, że wróżka jest postrzegana, jako normalna osoba.
Hm… pozostaje pytanie, czy na cos się zda ratowanie w jakikolwiek sposób autorytetu wróżki i jej cygańskiego żywota…? Powstaje przeciwne pytanie, a czy konieczne jest ratowanie tego autorytetu, jasne, że te z tej czarnej strony zawodu, muszą za wszelką cenę chwytać się swojego autorytetu, jak tonący brzytwy. Inaczej, do czego ma służyć ten autorytet wróżbiarski..?
Jestem osobiście zdania, że wizyta u wróżki powinna raczej polegać na przeżyciu luksusowej bajkowej przygody, przy kawie na pogaduchach. Coś, co się będzie wspominać, bo było przeżyciem, na miarę zapamiętania, choć wiem, że nie zawsze jest to możliwe, bo klientela, chce wiedzieć, otrzymać odpowiedzi, i przy okazji oczekuje, jak za pomocą czarodziejskiej wróżki zlikwidowania problemów i wprowadzenia do stanu euforii.
A tekst jest super
Na początek wielkie dzięki


Tak się składa, że kiedy po raz pierwszy publikowałam tekst o wróżkach, było to aż pięć lat temu. Telewizyjne interaktywne programy z wróżbitami dopiero się rozkręcały. Masz rację dziś już wróżka ma się o wiele lepiej, a rzekłabym, że wspaniale. Nawet co bardziej oporni przekonują się do wróżb z tarota, choćby za namową Facebooka
Autorytetu na siłę ratować, ratuje tylko ten co prawdziwym wróżbitą nie jest. A czy biskup tłumaczy się ze swoich nawiedzonych dewocjonaliów i dziwnego tembru głosu jaki przyjmuje w rozmowie z “owieczkami” ? Ot przyzwyczajenie. Wmówiono nam że jedno jest ok, a drugie fuu. I tak od dziecka lezie za nami ten cień katolickiego ezoteryzmu, jedynego dozwolonego dziwactwa.
Natomiast tak jak pisze @Niuta, że ezoterycy mają swoje towarzystwo, to prawda, żeby sobie na luziku pogadać trzeba takie mieć. Trzeba trzymać się w “kupie”, żeby móc wymienić się doświadczeniami i filozofią. Niestety ja ostatnio mam takiego pecha, że spotykam samych ezoterycznych “ateistów”.
W drodze do szmaragdowego buddy w Bangkoku, towarzystwo – totalny racjonalista sceptyk, na wyprawie innego buddy, gej w dodatku katolik który pouczał mnie jak odmawiać różaniec. W grupie wycieczkowej fajne towarzystwo, do dziś zaprzyjaźnione, ale jakiem zaczęła cokolwiek od siebie, na te tematy, wiesz …, jakie ? zaraz ugaszono mój zapał odpowiednią miną i słowami reprymendy; – A ty to w ogóle jesteś wierząca, do kościoła chodzisz ?!
Kilkanaście dni temu na pustyni, wpatruje się w gwiazdy, podziwiam pas Oriona, Syriusza, kontempluję Jowisza, a obok słyszę jak moja grupa wycieczkowa dzieli się wrażeniami z obserwacji nieba przez lunetę; – I co tam widziałaś. – Jakąś gwiazdę, jasna była. Podpowiadam, że to Syriusz a tamto Jowisz, na co moje towarzystwo; – Ja tam kompletnie się na gwiazdach nie znam. itd.
Czuję się ostatnimi czasy jak alchemik na pustyni, dosłownie. Nie ważne. Staram się nie tyle szukać autorytetów i ratować wizerunek, co pozostać sobie wierną.
Takie mam upodobania, taka jestem, i tak zostanę z nimi, aż do odwołania
A propos. Praca wróżki jest okrutnie ciężką robotą ! Niby nikt we wróżki nie wierzy, ale jak już do takowej przyjdzie, masz rację, cudu żąda. Nie przepowiedni a nagranego i zmontowanego filmu z przyszłości, najlepiej żeby był od razu na DVD
Dokładnie prawdziwe autorytety uratują się same. Bycia nim, ani się nie wymusi, ani nie uratuje, ani na siłę nie wypracuje. Autorytet jest tylko i wyłącznie skutkiem ubocznym tego, co i w jakiej jakości się robi się to, co się robi, na drodze do realizacji własnych celów.
Towarzystwo ludzi, z którymi można wymienić wspólne poglądy jest bardzo ważne, bo co tu dużo mówić posiadanie jakieś tam wiedzy nie jest nic warte, dopóki, nie zostanie w jakiś sposób wykorzystane, choć by w rozmowie, otrzymując feedback na temat tego, co się mówi, tylko wtedy masz możliwość reakcji, albo w jedną albo w drugą stronę. Jednakże myślę, że nic na siłę.
Wczoraj coś mnie naszło po bardzo, ale to bardzo długim, aby pójść ścieżką ezoteryczno-rozojowo-duchową, czy jak by to nazwać, ot tak wędrowałam sobie po nitce do kłębka, czytałam sobie, co tam ludzie wypisują na różne tematy. Załamałam się, w zasadzie ten modny biznes na rozwój, gdzie wszyscy piszą o rozwoju, rozprawiają się ponoć z iluzjami na ten temat, jak to niektórzy określają w konkretny i profesjonalny sposób, nie zapominając, o swojej roli, która propagują, tak, więc roli, która chcą spełnić rolę autorytetu. Jedna z pań pisze dosłownie „ Będę sukcesywnie wspierać cię w twoich poszukiwaniach i podpowiadać właściwe lektury do samodzielnego studiowania”- reszty ci oszczędzę, bo w podobnym stylu. Umrę zaraz ze śmiechu
Nawet oszczędziłam sobie nerwów i „prawie” nie komentowałam .
Co chcę przez to napisać, że jedyną w zasadzie drogą jest pozostanie wiernym sobie, bo nie ma nic trudniejszego jak odgrywanie roli w życiu, z którą trudno jest się identyfikować, bo właśnie nastała moda na rozwój ….jakiś tam?
Człowiek się całe życie rozwija, czyli się uczy, albo i nie, i idąc do przodu doświadczając coś nowego i na szczęście natura nas tak ukształtowała, że wszystko się reguluje powiedzmy „samo” w myśl zasady raz na górze, raz na dole. Osobiście przestałam szukać towarzystwa ezoterycznego, jak przez przypadek kogoś spotkam i można się wiedzą wymienić, to jest fajnie, a jak nie to tez jest dobrze. W końcu ziemskie i realne życie tez jest cudne, a moje grzebanie w tajemnicach tylko pysznym dodatkiem
Możliwe że ludzie i dobre intencje mają, sami coś fascynujacego odkopali i chcą się podzielić z innymi za drobna opłata ?
dlatego co drugi na swojej stronie jest mędrcem, misjonarzem, “wolontariuszem” i nauczycielem. Niestety ten blogowy świat tak już ma.


Na pewien sposób wszyscy “sprzedajemy” coś co już kiedyś ktoś powiedział wzbogacajac swoim; ” ja to widzę tak, a tak “..
Jeśli chodzi o tzw. nauczycieli rozwoju osobistego, to wyrastają teraz jak grzyby po deszczu. Takie czasy i ludzkie potrzeby.
W większości czytelnikami takich porad są osoby w przedziale wiekowym 16-21lat (sprawdziałam) i to do nich głownie dotrzeć ma ta ” nauczycielska” myśl , a oczywiście inną sprawą jest, że większość trenerów rozwoju osobistego, sama ze sobą ma niezłe problemy, zwłaszcza zarobkowe i życiowe. Co drugi to rozwód bierze, żona, mąż go nie rozumie itd.
Trener inaczej brzmi niż wróżka , cieszy się wzięciem, poważaniem , nawet ksiądz kapelan mu nie podskoczy
Napewno i ja nawet jeśli nieświadomie, od czasu do czasu nadaję jak papa Smerf
Tego nie sposob uniknąć, można się tylko po czasie na tym przyłapać, jak nasze ego wyrywa się w przód i maszeruje ..!
Co się tyczy autorytetów, one nie tyle same się obronią, co nawet do głòw by im nie przyszło żeby się na podium dla liderów ustawiać. Kiedy nastąpiło moje pierwsze spotkanie z ezoteryką, jeszcze nikt nie bardzo wiedział co to takiego jest tarot.
I ja nie zdawałam sobie sprawy, ile złych opini się za nim wlecze. Pomimo wszystko pozostanę wierna temu co mnie wtedy “wzięło” w nim i urzekło, ale podobnie jak ty i ja obecnie zdecydowanie wolę cieszyć się życiem, czymkolwiek ono jest, niż udawać się w niebianskie obszary jeszcze za życia. Co nie znaczy, ze nie pogodzilam ” nieba z ziemia”
Ps.
To prawda, ze być wróżka to strasznie ciężki kawałek chleba, zupełnie jak jakaś pokuta za grzechy.
Ale tylko do czasu kiedy nie nabierze się dystansu do siebie i cudzego losu w którym się grzebie. Bo skoro wszystko jest jednością, a Ty jestem innym Ja, to do cholery, przeciez zawsze grzebie tylko w sobie
Koniec strachu przed karmą, grzechem, ogniem piekielnym i chybiona wròżbą. U mnie skończone, już się nie nawrócę
Nawet rada mamusi może mieć wymiar “wrozby” i mieć wpływ na mój los, i rada koleżanki i wiadomosci z internetu i wizyta u lekarza i tego kto na mnie złym okiem popatrzył itd.
Sami grzesznicy w okòł
A wiec skoro wszyscy w jednej zupie siedzimy, to ?
Wolność i koniec męki od piekła i nieba. A niech będzie co ma być, już inna nie będę..
))
Albo za późno na niebo, albo już jestem w niebie
Pozdrawiam serdecznie
A praca wróżki, którą wykonuje z sercem i z powołania, jednocześnie się przy tym dokształcając jest cholernie ciężka , męcząca, a na efekty trzeba często długo czekać. Wiem o tym , dlatego osobiście nie mogłabym tego “zawodu” wykonywać na powiedzmy pełnym etacie, psychicznie bym, nie wytrzymała, ja potrzebuje moje fazy wolności od tej strony życia
Jak widzę w komentarzach są kolejne grube tomy wypowiedzi. Ale was wzieno.
Awicco wyczytałem że się piekła nie lękasz z losem pogodzona jesteś ?
Dobrze.
Skoro jeszcze żyjesz znaczy piłka się w grze toczy.
W przeciwnym razie już by cię tu nie było
Powodzenia
Niuta, myśle ze życie i umieranie ( kiedy?) nie jest aż tak logiczne ?
Weź coś wypij zjedz zapał i tez się odpreż
Daj spokój z tą karmą, grzechem, ogniem piekielnym, wcieleniami i chybioną wróżką. Jakby się temu przyjrzeć, to tylko powody, albo do wiecznego strachu i lęku, albo wiecznego buntu. Wolę to drugie, bo to pierwsze na mnie już nie działa. A jak na krótko, z jakiegoś powodu mojej słabości zadziała, to tylko po to, aby się otrząsnąć i ponownie buntować. Szczególnie jak jest pełnia księżyca, ta cholercia niezawodnie działa na pobudzenie moich energii. Ale obu tych negatywnych i pozytywnych
Dokładnie nawet porada mamusi, przyjaciółki, wróżki, wroga, lekarza, psychologa, porada z internetu, wszystko to, na co zwracamy uwagę może mieć wartość przepowiedni.
I rzeczywiście sami grzesznicy wokół i wszyscy siedzimy do spółki w jednej grzesznej zupie
Powstaje pytanie, czy koniecznie musi być niebo…? W piekle ponoć cieplej…lubię ciepełko, a na niebiańskich obłokach pewnie wieje. …? Taka zdrowa mieszanka, z piekła do nieba, z nieba do piekła, może być, co by nie było za gorąco, ale i nie za zimno
Własnie, nie ma piekła ani nieba gdzieś poza nami. Nawet jeśli “coś” wywiera na nas wpływ, jak choćby księżyc , wszystko i tak dzieje się w naszych głowach. Bardzo ładnie wyjaśnia to Buddyzm. Pewnie że nie sposób się cieszyć i czuć jak w niebie, w sytuacjach np. prawdziwego fizycznego cierpienia, jakiej faktycznej niewoli, głodu, wskazane jest się wtedy buntować, ale i ostatecznie godzić się na to czego zmienić się nie da, a zmieniać co możliwe żeby nie cierpieć .
Wszystkie nasze przekonania przez które psychicznie, menatalnie i duchowo cierpimy wyrosły jak nowy twór (rak) dla świeżo przbudzonej istoty w noworodku, naszej duszy zaraz na starcie, programowanej w domu, w szkole i tam gdzie nas zapędzono niemalże przemocą , w kościele.
Wydaje mi się że to co w nas uderza na starcie ma swój geneotyp, program w ciele który jak się dobrze naładuje trzyma nas w szponach “kontroli” jak ten diabeł z tarota, a przez całe życie dobudowuje nasze więzienie cegiełkę po cegiełce, buduje taką wieże. Obiecuje koronę, sukces, ładuje ego, zapewnia mu stabilność i większe bezpieczeństwo itp.
Strach przed samą karą i poczucie winy, rownież wywodzi się z wczesnego dzieciństwa. Własnie strach i trzymanie się tej bezpiecznej wieży, pierwotnych ustaleń ( sfera Koziorożca) blokuje w nie jednym czlowieku określone działania i wywołuje stan odpowiedzialności za tę drugą osobę, czasem aż do granic absurdu i uwięzienia w pozornej odpowiedzialności nie tylko np. za wròżbę, ale oficjalne wiadomości, poczucie odpowiedzialności za dzieci, potem dzieci za rodziców. Jednym słowem paranoja, kontrola i przymus. Oczywiście że nie można zupełnie pozbawić się hamulców i zobowiązań, bo one są częścią życia być może jakiejś z góry zaplanowanej gry, bo z drugiej strony struktura jest naszym bezpiecznikiem, materialną kotwicą umożliwia nam osadzenie i ugruntowanie.
Ale można uświadomić sobie, że co byśmy nie robili, nasza odpowiedzialność za życie innych ludzi zawsze jest znikoma, albo żadna. Matrix
Piekło nie jest cieplutkie, myśle ze to stan psychiki równy szalenstwu i udreczeniu psychicznemu, które nie ma końca.
A niebo to relaks i luzik. Tylko my blekit nieba, słoneczko grzeje cudnie i jak w tej piosence; oprócz blekitnego nieba, nic nam dzisiaj nie potrzeba
A swoją drogą nasza wymiana myśli przypomina mi “listy” coś jak listy do Sokratesa, powinnismy mieć taki blog. Rzucać hasło i pisac odpowiedzi w formie listow na jakiś temat. Np. Co sądzisz o relikwiach z Jana Pawła II i kupczeniu jego ubraniem, ciałem po smierci. Czy to świętość czy profanacja ?
)
Wywiad Agaty z Dorota i Doroty z Agata
Fajne, nie ?
Nie wiem jak to jest z tą pełnią, czy to tylko stan umysłu….? Logicznie i racjonalnie podchodząc można by powiedzieć, że to stan umysłu, może i sugestii. Z drugiej strony jest jeszcze cos takiego jak siły natury, które z pewnością maja jakieś oddziaływanie. Kiedyś czytałam taki artykuł, że jakaś tam grupa badała zachowania ludzi pod tym względem, tak, więc wzmożonej poniekąd energii i z zaniepokojeniem doszli do wniosku, że podczas pełni i podczas nowiu zdecydowanie statystycznie wzrasta aktywność ludzi o skłonnościach kryminalnych. Przynajmniej ta grupa była badana, obserwowana jak i notowano wyniki
Wracając do księżyca i stanu umysłu, albo i nie….?
Może by się tak nieco odwołać do zjawiska przypływów i odpływów, gdzie zmiana ilości wody w morzach, oceanach uzależniona jest od położenia morza względem słońca i księżyca. Co dziwniejsza, to zjawisko działa najsilniej podczas pełni i nowiu, ponieważ słońce, ziemia, księżyc znajdują się w linii prostej, a podczas kwadry pierwszej i ostatniej, te pływy są najsłabsze, bo się znajdują pod kątem? Reasumując skoro oddziaływania grawitacyjne słońca i księżyca mają wpływ na podnoszenie i opadanie się wody w morzach i oceanach, może i ma na nas wpływ…?
Nie mam na ten temat do końca ukształtowanego ostatecznie zdania, ale… skoncentrujmy się tylko jednym temacie, bo niebo i piekło jest bardzo rozległym tematem, aby wziąć go dokładniej pod lupę
A co do wywiadu Agaty z Dorotą, albo Doroty z Agatą…myślę, że ci , którzy są ciekawi i tak nas znajdą…czy jak…?
Ależ ja oczywiście wierzę w oddziaływanie Księżyca, w jego fazy i tranzyty. Na podstawie obserwacji najbliższego nam ciała w kosmosie jego wędrówki ( tranzytów) po ekliptyce i różnych faz, możemy dostrzec niesamowitą wręcz cykliczność własnych zmian nastrojów, nie tylko przypływów i odpływów oceanów, ale konkretnie sprawności naszej psychiki, gdy księżyc wędruje po zodiaku, od znaku do znaku. To niesamowite jak na co dzień nie zwracamy na to uwagi, na te zmiany które powtarzają się cyklicznie wraz z tranzytami księżyca przez konkretny znak, dom horoskopowy i tranzyt z planetą. Gdy to poobserwować następują bardzo regularnie, co miesiąc w tym samym czasie. Są to konkretne samopoczucia i tendencje zachowań, od zadowolenia po doła, i nie mam tu na myśli wyłącznie spraw kobiecych, bo o tych każdy wie.
Za to większość ludzi nie ma bladego pojęcia o tym innym działaniu księżyca, poza astrologami, czarownicami i rolnikami.
Kiedyś w którym swoim poście niejaki znany bloger kominek, napisał tak; dzień o którym będę pamiętał to 14 grudnia. Oczywiście, że zrobił to trochę pod publikę dla żartu, bo przedtem był pamiętny 13.12, ale to co napisał , zastanowiło mnie. A ujął to tak, że od kilku lat zawsze zapisuje sobie ze szczegółami swój jeden dzień, co czuł i robił każdego 14 grudnia, a nawet jakie bokserki nosił co jadł itd.. Zadumałam się… I myślę, matko, czy ja pamiętam co jadłam na śniadanie 20 lutego 2010, a skądże ! A skoro nie pamiętam przeszłości, dokładnie, to może ja się “gwiazd” zapytam co ja wtedy robiłam ? Zupełnie jak o przyszły rok, bo też ze szczegółami nie mam pojęcia, co będę robiła, a tylko mogę spekulować jak z przeszłością
Księżyc jest nam najbliższy dlatego na jego podstawie można pojąć istotę całej astrologii.
A wiesz Dorotko jakie oddziaływanie grawitacyjne ma na nasz widzialny świat antymateria, która wypełnia ponad 90 procent wszystkiego we wszechświecie i dzięki której w ogóle nasz widzialny świat może trwać ? To nie blef, a normalnie badanie i stwierdzenia oficjalnej nauki.
Wszystko dobrze, ale tak czy owak, świat siedzi sobie w naszym umyśle, cała reszta to sugestie, które odbieramy poprzez gammę zmysłów i różnych tam receptorów, które to informacje przekazują one do mózgu i poddają koniecznej obróbce zrozumiałej według programu konkretnej osoby
Nie mam pojęcia o tranzytach, ale czuję jak się zmieniają moje nastroje, nie wiem także na ile jest to związane z cyklicznością księżyca, na ile ze zmiana hormonalnymi. Jedno jest pewne, nawet w wyżach hormonalnych, kiedy powinnam tryskać jak najlepszym samopoczuciem, jak zbliża się pełnia, a także nów, z tym, że nów słabiej, czuje, że coś mi nie gra w moich nastrojach. Zresztą, co tu dużo mówić, na co dzień pracuję z taka dużą ilością ludzi, że te zmiany są nie tylko u mnie zauważalne. Może z tą różnicą, że po swoim zachowaniu czuje czy się zbliża pełnia, innym opowiadam, niektórzy słuchają, się przyglądają, sami siebie obserwują …a potem pytają …a może coś w tym jest…inni natomiast, odpowiadają, kwestia umysłu tak dalej … wmówiłaś sobie.
Zgadza się nie tylko księżyc, słońce, kosmos, antymateria wywierają na nas wpływ, jednak to, co się wokół nas, to jest, co wywiera na nas wpływ, to także pewne ograniczenia, choćby wirusy, bakterie i pewnie wiele innych
Tylko nie bardzo rozumiem, co masz na myśli, świat siedzi w naszym umyśle…, w naszym umyśle, siedzi sobie nasze przeżycie… I to umysł koordynuje pracę między przeżyciem, a ograniczeniami, a także wpływami z zewnątrz… ?
Tak chyba sobie myślę
Teorię fizyki kwantowej, mam na myśli, jest nawet przekonywująca, jeśli nie ma obserwatora, wszystko stoi w miejscu, to obserwator nadaje bieg wszystkiemu. Bo zważywszy, że wszystko co dociera do naszej świadomości jest impulsami elektrycznymi które dopiero mózg “wyjaśnia” nam “o co w tym chodzi” , mam podejrzenie, że cały nasz świat, składa się z takich impulsów o rozmaitych częstotliwościach, które wgrały się nam do mózgu na starcie duszy w materię, która tak na prawdę jest zbiorem atomów, nie ma kształtów, ani smaków. Zbiorowiska atomów o różnej częstotliwości które otaczają cały nasz żywy świat i “przybierają” w naszym mózgu różne postaci, kształty, smaki itd.
W związku z nimi doświadczamy różnych stanów mentalnych, których zapewne mamy doświadczyć, takie jest pewnie zamierzenie Architekta, reżysera, czy nas samych? Jak ma być życie horror, to będzie, a jak dramat, czy komedia, to będziem mieć odpowiedni scenariusz do naszego filmu.
Weźmy chociażby ludzi niewidomych od urodzenia. W niektórych przypadkach medycyna poczyniła już takie cuda, że przywraca niewidomemu wzrok, i co się dzieje ? Wydawałoby się, że człowiek otwiera oczy i nareszcie widzi sobie, niebo, słoneczko, ludzi, przedmioty itd. Ale nie, on nie bardzo wie co “widzi” ponieważ mózg nigdy tego widzenia nie miał potrzeby przetwarzać na obraz, a na inne wrażenia.
Niestety to co piszę i czuję i jak myślę też podlega temu fizycznemu prawu, i końca nie widać ………, ale zawsze można po tej króliczej norze pospacerować, bez tej dociekliwości szperacza, życie było by nudne